una persona sosteniendo un cronómetro
17 czerwca 2026

Projekt Abruzzo: Villa Eventhyr

Historia o tym, jak łatwo, podczas remontu, pomylić zaufanie z profesjonalizmem.A mianowicie: uratuj się przed "&"

 

Część III

 

 

Umowa..

 

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej rozmawialiśmy o budżecie wynoszącym około 100–110 tysięcy euro.

Nasze zaskoczenie było ogromne, gdy w otrzymanym e-mailu koszt inwestycji oszacowano na 160, a nawet 350 tysięcy euro netto za remont dwóch budynków o łącznej powierzchni około 120 m². Sama pozycja dotycząca fundamentów i konstrukcji wahała się od 50 do 110 tysięcy euro.

Różnica była tak duża, że praktycznie uniemożliwiła ocenę rzeczywistych kosztów firmy. Zaczęliśmy zadawać coraz więcej pytań, a im więcej pytań zadawaliśmy, tym mniej czuliśmy się spokojni.

Poprosiliśmy o poprawienie umowy. Za pośrednictwem poczty elektronicznej (PEC) otrzymaliśmy najpierw jedną, a potem drugą wersję dokumentu, które, niestety, wciąż zawierały liczne błędy. W drugiej wersji jako miejsce wykonania usługi wskazano nawet rejon Jeziora Como, oddalony o prawie 500 kilometrów od naszego domu w Manoppello. Mimo to wciąż staraliśmy się patrzeć na to wszystko z życzliwością. Myśleliśmy, że to tylko proste przeoczenia spowodowane pośpiechem, a nie brak profesjonalizmu.

Po powrocie do Polski poświęciłem cały dzień na szczegółową analizę dokumentów, udoskonalając wiele klauzul i dostosowując umowę do włoskich przepisów prawnych. Starałem się chronić interesy obu stron, opierając się na wcześniej uzgodnionej kwocie około 110 tysięcy euro na remont nieruchomości.

W międzyczasie coraz dokładniej analizowaliśmy również zakres planowanych prac budowlanych. Im więcej czytaliśmy o budynkach wznoszonych na gruntach gliniastych, tym bardziej rosły nasze wątpliwości, czy jednoczesne wykopywanie wokół fundamentów całego budynku to rzeczywiście najlepsze rozwiązanie. Dom miał pęknięcia, ale był stabilny od wielu lat. Coraz bardziej przekonywaliśmy się, że głównym problemem nie były fundamenty, lecz system odprowadzania wody.

Przedstawiliśmy nasze propozycje zmian i po kilku dniach otrzymaliśmy nowy kosztorys.

Kwota wynosiła około 95 tysięcy euro. Na pierwszy rzut oka wydawało się obiecująco, ale po dokładniejszej analizie okazało się, że z kosztorysu zniknęła przebudowa budynku gospodarczego. Trudno było to uznać za przeoczenie.

W tym momencie sygnałów alarmowych było już zbyt wiele i, mimo że nie było to łatwe, podjęliśmy decyzję o niepodpisywaniu umowy.

Każdy inwestor zna to uczucie. Z jednej strony jest obawa przed utratą dobrej okazji; z drugiej strony rośnie świadomość, że ignorowanie własnych wątpliwości może okazać się znacznie droższe niż zmiana planów.

Wydawało się, że najtrudniejsza część tej historii jest już za nami. Myliśmy się, ponieważ wkrótce pojawił się kolejny problem: ten dotyczący okien.

Po rezygnacji z umowy zamierzaliśmy zrealizować zamówienie bezpośrednio u producenta. Zaliczkę jednak wpłacono za pośrednictwem wykonawcy P., ponieważ w tym etapie współpracy wydawało się to najprostsze i oferowało korzyści podatkowe. Kiedy sytuacja wokół umowy zaczęła się komplikować, pojawiły się również problemy z odbiorem okien. Otrzymaliśmy wiadomość, którą bardzo dobrze pamiętamy: "To ja decyduję, kto może odebrać okna. Wystarczy telefon. Umowę z nimi mam ja".

Szczerze mówiąc, krew nam zastygła. Okna zostały wykonane na specjalne zamówienie dla naszego domu. Nie były to produkty, które można po prostu sprzedać innemu klientowi. W praktyce groziło nam ryzyko utraty zarówno zaliczki, jak i zamówionych okien.

Po licznych dyskusjach między wykonawcą, producentem a nami, po kilku tygodniach udało nam się znaleźć rozwiązanie. Otrzymaliśmy zwrot wpłaconej zaliczki, rozliczyliśmy się bezpośrednio z producentem i w końcu odebraliśmy nasze okna. Pod tym względem sprawa wydawała się zakończona pozytywnie.

Jednak zakończenie tego rozdziału z wykonawcą P. wcale nie miało być takie.

 

Na marginesie

W medycynie rzadko diagnoza zależy od jednego objawu. Częściej to seria małych, pozornie niepowiązanych sygnałów: anomalia w badaniach, niespecyficzne dolegliwości lub drobne zmiany w EKG. Same w sobie nie znaczą wiele, ale razem tworzą obraz, którego nie można zignorować. To samo dotyczy dużych projektów. Niepokój narasta stopniowo: najpierw jedna niezgodność, potem kolejna i pytania bez jasnych odpowiedzi. W końcu zaczynamy dostrzegać wzór. To nie musi oznaczać porażki, ale warto się zatrzymać i ponownie ocenić sytuację. W medycynie nazywa się to diagnozą różnicową, w życiu – intuicją. To dwie definicje tego samego procesu.

 

Strona internetowa stworzona w WebWavenarzędziu do tworzenia stron.

Via
Manoppello, 65024

Znajdziesz nas na